Sceptycyzm de nomine

Znacie takich ludzi co to dumnie zowią się sceptykami?  Jeśli nie to zajrzyjcie na pierwszy lepszy blog o naukowych aspiracjach. Problem z nimi jednak jest taki, że ich postawa nie odzwierciadla tego, co uważają za sedno swego "sceptycyzmu", tzn. wymogu uzasadnienia tez(tryb dokonany, nie mylić z uzasadnianiem). Ci ludzie nie troszczą się o uzasadnienie kryteriów stosowanych przez nich samych. Ich postawa to w rzeczywistości zakamuflowana filozofia quasi scjentystyczna, a w praktyce scjentystyczna, niemająca absolutnie nic wspólnego z sceptycyzmem, czyli z odsuwaniem osądu w czasie.

A może znacie takich ludzi, co w rzeczywistości są sceptykami? W pewnym sensie ja też nie. W pewnym jednak chyba sam nim jestem. Z postawą sceptycką mam taki problem jak i z każdą znaną mi doktryną, mianowicie nieznane jest mi jej uzasadnienie. Cały szkopuł tkwi w tym czy sceptycyzm to doktryna, czy osoba mieniąca się tym tytułem wydaje jakiś osąd?  Można też sformułować inne pytanie: czy domniemany sceptyk wierzy? Na tak sformułowany problem odpowiadam: tak i nie. Odpowiadam tak, dlatego, że uważam pytanie za wieloznaczne, gdyż termin wiara taki jest. Wiara to uznawanie za prawdziwe nieuzasadnionego twierdzenia. Natomiast przez uznawanie możemy rozumieć np. psychiczne poczucie wiedzy i tego mi właśnie brakuje, dlatego poczuwam(mniemam) się za sceptyka. Ale możemy też wyróżnić uznawanie poza świadome i w tym sensie sceptykiem nie jestem. Dodać należy do tego, że zawsze trzeba postępować jak gdyby coś było lub nie było prawdą.

Tym postem rozpoczynam moją przygodę z blogowaniem. Od razu przyznaje, że nie zamierzam ograniczać się tu wyłącznie do filozofii. Zachęcam też do dawania komentarzy, subskrybowania i szerowania.

O sprzeczności

Zastanawialiście się kiedyś, czemu świat jest, jaki jest? Dlaczego żyjemy tylko w 3 wymiarach? To taka mała liczba, a przecież możliwe ilości wymiarów rozciągają się do nieskończoności. Ktoś powie "przecież każda skończona liczba będzie tak samo mała w porównaniu z nieskończonością", zgoda, ale trójka??? Jeśli chodzi o 2 wymiary to istoty w takim świecie żyjące nie mogłyby mieć np. przewodu pokarmowego albo układu krążenia po prostu by się rozpadły.

Z kolei z tego, co mi się obiło o uszy, w 4 wymiarach siły grawitacyjne nie pozwoliłyby na uformowanie się planet. Nie mam pojęcia jak to sobie naukowcy tłumaczą, dla innych wymiarów. Natomiast, jeśli czytam gdzieś o zasadzie antropicznej, argumencie z dostrojenia, czy właśnie o tym "gdyby x byłoby inne, to to i tamto" to w przemożnej większości nikt nie zwraca uwagi na to, że świat mógłby mieć inną konstrukcję logiczną, tzn. 2+2≠4, albo pies żyjący w dwóch wymiarach mógłby mieć przewód pokarmowy. "Toż to absurd!" myślicie. Zamierzam argumentować, że właśnie nie, a tak konkretnie chodzi mi o to, że sprzeczności ontologicznie muszą istnieć.

Otóż argument z dostrojenia(uprzedzam, jestem niereligijny) mówi, że żyjemy w świecie, który jest idealnie skrojony by inteligentne, świadome życie mogło istnieć. Innymi słowy świat ma taką konstrukcje logiczną, że istniejemy. Podkreślam, nie chodzi tu tylko(jak to większość podaje) o różne stałe fizyczne, czy pierwotne stany, ale również o równania, czy o to, że w 3 wymiarach zwierzęta mogą mieć przewód pokarmowy. Chodzi o to, że każdy element tego świata pozwala na zaistnienie życia, o to, że żyjemy. Cały świat, jako spójny, taki jest. Jeśli nie jest spójny to mam racje, tzn. istnieją ontologiczne sprzeczności. Jeśli jest spójny to nie wolno rozpatrywać tylko pewnych elementów konstrukcji, gdyż nie da się ich rozdzielić, są logicznie powiązane.

Jakie zatem są szanse, że świat przypadkowo nas zawiera? Jakie są szanse, że świat przypadkowo jest trójwymiarowy?  Jakie są szanse, że świat przypadkowo jest tym wszystkim, czym jest? Skoro nie wierzmy w przypadkowość istnienia świata, to "powołujemy" do istnienia inne światy, gdzie niekoniecznie dwa wymiary nie idą w parze z niemożnością posiadania przez zwierzęta układu pokarmowego. Gdzie niekoniecznie życie może istnieć w jakichkolwiek wymiarach. Gdzie 2+2 może ≠4. W rzeczy samej "gdzieś" muszą istnieć takie światy, jeśli prawdopodobieństwo przypadkowego istnienia naszego świata, ma nie być absurdalnie niskie. Wszak, tamtych światów można pomyśleć nieskończenie wiele, powinno ich być nieskończenie wiele. Świat jaki "znamy" nie jest jedyny.

Jeśli nie przekonuje Cię powyższy argument mam też drugi. Analogicznie jak w przypadku trylematu Agryppy możemy przedstawić rozumowanie, którego wynikiem będzie pokazanie, iż sprzeczność zachodzi w świecie. Otóż wystarczy zamienić "uzasadnienie" z trylematu Agryppy na "przyczyny", A wniosek nasuwa się sam. Tak oto przyczyny mogą ciągnąć się w nieskończoność, a zatem nie ma wyraźnej przyczyny, czyli racji bycia. Odpowiednik braku uzasadnienia, czyli brak przyczyn. Oraz błędne koło czyli sytuacja w której aby przyczyna zaistniała, musiałaby istnieć już wcześniej. Napisałem, że argumentuje za tym, iż sprzeczności muszą istnieć, otóż wcale nie muszą, ale wszystko jest możliwe.

Myśl, głupcze! Myśl!

Przedstawiam dwie najważniejsze zasady epistemologii, reszta to szczegóły.

1. Należy myśleć jak najdłużej.
2. Patrz punkt 1.

A żeby je jakoś uzasadnić, no bo jak to, miałoby być bez uzasadnienia? Oddam głos autorytetowi.

"Dlaczego właśnie ja sformułowałem zasadę względności? Ile razy zadaję sobie to pytanie, wydaje mi się, że przyczyna jest następująca: normalny dorosły człowiek w ogóle nie rozmyśla nad problemami czasu i przestrzeni. W jego mniemaniu przemyślał to już w dzieciństwie. Ja jednak rozwijałem się intelektualnie tak powoli, że czas i przestrzeń zajmowały moje myśli nawet wtedy, gdy stałem się już dorosły."

"Nie jestem bardzo bystry, po prostu długo siedzę nad problemem."

Możecie oczywiście nie przejmować się epistemologią, albo tym co tu bełkoczę, ostatecznie i tak wszystko jest arbitralne.


O s*********h i diecie

Zacznijmy o diecie. Moje przekonania dietetyczne są troszkę awangardowe. Za zdrowe żarcie uważam to tłuste, mało tego, są to tłuszcze zwierzęce, jedyny wyjątek to olej kokosowy. Konkretnie moja dieta to paleo. Idea diety paleo mówi żeby jadać to, na co genom człowieka jest ewolucyjnie przystosowany. Czyli to, co jadali ludzie w paleolicie, gdyż zmiany ewolucyjne od tego czasu nie mogły być wielkie. Od tego, co jadali nasi przodkowie dużo łatwiej jest powiedzieć, czego nie jadali, a co jada współczesny człowiek. Przede wszystkim wyizolowanych cukrów i olei(w paleolicie nikt nie uprawiał buraków cukrowych ani rzepaków czy pszenicy). Posiłki tylko o bardzo niskim indeksie glikemicznym i ładunku glikemicznym. Jadano głównie zwierzęta. Taka dieta jest zdrowa, wcale nie tuczy i nie chodzi się na niej głodnym, tłuste posiłki sycą na długo, nie jak w przypadku posiłków węglowodanowych.

Diecie paleo zarzuca się często, że w ewolucji organizmy się nie liczą, liczy się tylko powielanie genów.W związku, z czym odrzuca się pomysł, jako by ludzie na tej diecie byli zdrowsi. Nie zgadzam się z tym tokiem rozumowania, empiria też nie. Dajmy na to gdybyśmy chcieli pić wyłącznie wodę wysoko mineralizowaną, do której nasi przodkowie nie mieli dostępu, to nie pożyjemy za długo, po prostu nasze nerki nie są do tego przystosowane. Na pszenicy pożyjemy dużo dłużej, co nie oznacza, że jest to dobry pokarm. Nie wykluczam, że można znaleźć i przykłady dobrego pożywienia nie-paleo, ale uważam, że powoływanie się w dietetyce na ewolucję jest całkiem dobrym argumentem .

Wiecie, czym jest "paradoks" francuski? Francuzi jedzą zgodnie z dietą paleo, nie do końca zgodnie, ale zbliżenie i coraz mniej. Mają najmniejszą zapadalność na choroby serca, krążenia i są szczupli też coraz mniej. I to jest właśnie ten "paradoks" mięcho i tłuszcz zwierzęcy z jednej strony a z drugiej zalecenia mainstreamowej dietetyki będącej na usługach koncernów spożywczych. Ale powoli, o s*********h później. 

Mainstreamowa dietetyka mówi, że za owy paradoks odpowiada duże spożycie wina. A konkretnie pewnego związku chemicznego w nim zawartego - resweratrolu. Tylko, czemu Włosi piją nie wiele mniej a są bardziej otyli i mają o ok 70% większą śmiertelność na wspomniane choroby? Cóż Włosi już paleo nie są, a może to chodzi o różnice genetyczne, jakie się wytworzyły między tymi nacjami? Czy to lepsze wytłumaczenie od diety paleo? Statystyki tu i tu.

Winowajcą nie jest tłuszcz, tłuszcz zwierzęcy i olej kokosowy są zdrowe. Winę ponoszą węglowodany, a konkretnie hormon otyłości - insulina, która się wytwarza po ich spożyciu. Plotka niesie, że już Niemcy przed II wojną światową skutecznie leczyli wychudzenie podając insulinę. Wcale nie zwiększali kaloryczności posiłków a ludzie tyli jak szaleni. Jedząc węglowodany przy okazji nabywa się insulinooporności. I z wiekiem wydziela się coraz to więcej insuliny. To dlatego ludzie starsi maja wolniejszy tzw. metabolizm, pracują na to w młodości, na choroby też. Jaskiniowcy otyli też raczej nie byli. Kulturyści od dawna wiedzą, że aby tracić tkankę tłuszczową trzeba pozbyć się węglowodanów z diety. Jeśli znacie jakiegoś to spytajcie się o jakieś bieganie. Zapewniam was, że nie znajdziecie żadnego rzetelnego kulturysty, który by polecał bieganie na odchudzanie, większość poleci dietę nisko węglowodanową. Nie znaczy to że, bieganie czy inne sposoby nie mogą pomóc w trzymaniu linii, ale, że są to sposoby minimalnie skuteczne a najczęściej szkodliwe. Wysoka aktywność fizyczna i dieta "mniej żreć" są szkodliwe, gdyż na dłuższą metę zmuszają organizm do przejścia w tryb oszczędzania(efekt jojo). Gdy organizm zacznie "się martwić", zaczyna robić zapasy w postaci tkanki tłuszczowej. Tak to sobie ewolucja "wymyśliła". Dopiero bardzo radykalne odcięcie dostarczanej energii spowoduje trwałą utratę tkanki tłuszczowej. Nie muszę chyba pisać jak bardzo dieta z Oświęcimia jest szkodliwa? To, co tu przedstawiłem to nie są jedyne korzyściami z diety paleo. Ale po resztę odsyłam do wujka Google.

Jeśli chodzi o samą dietę, to osobiście nie jestem aktualnie skłonny do podawania proporcji składników odżywczych. Dokładne proporcje to zawsze kwestia indywidualna. Myślę, że wystarczy po prostu orientacyjnie jadać tak jak to jest wskazane na poniższej piramidce. Tłuszczu powinno być mniej-więcej tyle co białka. Podroby powinny być szczególnie wysoko cenione. Pieczywa najlepiej nie jadać wcale. Jadamy do syta. Zwracam też uwagę na to, że o przynależność danego produktu do diety decyduje biochemia nie taksonomia. Np. to, że w paleolicie nie jadano oleju kokosowego nie ma znaczenia ponieważ jadano zwierzęta, a olej kokosowy pod względem biochemii jest jak tłuszcze zwierzęce, ma nawet naturalnie stałą konsystencje, czego nie można powiedzieć o margarynie do której dodaje się utwardzaczy. Na kaloryczność posiłków nie powinno się w ogóle zwracać uwagi. Pomysł, że ilość kalorii uzyskana w procesie palenia składników odżywczych, jest istotna w diecie, jest tak niedorzeczny jak pomysł, że ilość kalorii uzyskana z palenia uranu jest istotna przy budowie bomby atomowej.

Czas a świadomość

"Więcej jest rzeczy w niebie i na ziemi, niż się wydaje naszym filozofom". Od dawna już myślę, że ludzkości potrzebne są kolejne przewroty kopernikańskie. Co najmniej do jednego jest już blisko. Chodzi tu o pojmowanie czasu. Większość ludzi dziś myśli, że przeszłość już nie istnieje a przyszłości jeszcze nie ma. Tymczasem całkiem spora część fizyków mówi coś innego. Zarówno przeszłość, teraźniejszość jak i przyszłość "gdzieś tam" istnieją a czas wcale nie upływa. Ponoć sam Einstein tak mówił, ale nie weryfikowałem tych informacji. Za takim poglądem przemawiają eksperymenty z fizyką kwantową, które prima facie najlepiej się tak właśnie interpretuje.  Np. delayed choice for entanglement swapping albo delayed choice quantum eraser czyli eksperyment przedstawiony na filmiku.
Jednak to chyba nie żaden fizyk jako pierwszy dostarczył empirycznego argumentu, osobą która to zrobiła był neurofizjolog Banjamin Libet. Przeprowadzał on u swoich pacjentów operację na otwartym mózgu, pacjenci pozostawali świadomi zabiegu. Dotykał ich małego palca, po czym obserwował, kiedy w ich korach czuciowych palca pojawią się impulsy elektryczne. Tym samym dowiedział się ile dokładnie potrzebuje impuls, aby dotrzeć do odpowiedniego miejsca w mózgu. Później stymulował to miejsce, ale okazywało się, że pacjent nie odczuwa niczego natychmiast. W dodatku od pobudzenia kory do świadomego wrażenia upływa więcej czasu niż upływa od dotykania palca do świadomego wrażenia i to prawie o 500 milisekund! Według Libeta skoro aż tyle czasu potrzeba, aby coś odczuć, a mimo to odczuwamy bodźce w czasie rzeczywistym, to świadomość jest wysyłana wstecz, w przeszłość. Doprawdy niezwykła to interpretacja, nic dziwnego, że się nie przyjęła.

Ja sam jednak mniemam, że przyczynowość wstecz odgrywa lub może odgrywać pewną rolę w istnieniu świadomości. Dziś przyczynowość wstecz nie jest czymś niezwykłym a w dodatku dotyczy kwantowego splątania. Samo kwantowe splątanie łatwo się z kolei kojarzy z świadomością, gdyż ta również ma charakter niematerialny. Korzystam tu z starogreckiego pojmowania materii, jako czegoś zajmującego miejsce w przestrzeni. Tymczasem w mózgu nie ma żadnego teatru, w którym miałaby się rozgrywać świadomość. Tak samo nie ma żadnego materialnego nośnika oddziaływań między splątanymi cząstkami. Podobieństwo jest zbyt duże, aby dało się je lekceważyć.

Wróćmy jednak do naszego statycznego świata. Coś tu ciągle nie gra. Jeśli czas nie upływa i wszystko już "gdzieś" istnieje, to czy możemy się zgodzić na to, że chwila poprzednia jest przyczyną następnej albo na odwrót? Jeśli świat jest statyczny to nie może ewoluować. Jednak nasze codzienne doświadczenie temu przeczy, chwila poprzednia wydaje się być przyczyną chwili następnej, świat wydaje się ewoluować. Ot taka zagwozdka.

Bardzo ważne infografiki, dla każdego liberała-ignoranta.





Całkowite godzinowe koszty pracy pracodawcy w euro w 2014r.
Źródło: ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/Hourly_labour_costs




Jak się okazuje całkowite godzinowe koszty pracy pracodawcy średnio w UE w 2014 wynosiły 24,6 euro a w Polsce było to 8,4 euro, gdyby były wyższe o 30% wynosiłyby tylko 10,92 euro. Kto nas bardziej wykorzystuje rząd, czy pracodawcy? Ostatnie sześć państw, które są raczej liberalne gospodarczo, zamieszkuje mniej niż 16% populacji całej Unii Europejskiej, 16% taniej siły roboczej. Dajecie się państwo łatwo manipulować, liberalizm jest korzystny ale nie dla społeczeństw w których występuje! Warto przypomnieć, że państwowe spółki są sabotowane by nie tworzyły konkurencji albo by można je było kupić za bezcen. Pod spodem tabelka przedstawiająca tylko podatkowe wpływy budżetowe (składki na Ubezpieczenia Społeczne też) w odniesieniu do całej gospodarki. Proszę porównać z tabelką przedstawiającą koszty pracy pracodawców i pamiętać, nie mówi nam to nic jak są obciążani poszczególni podatnicy, ani na co, albo raczej, na kogo wpływy podatkowe są wydawane. Całość podatków w Polsce stanowi mniej niż 33% oficjalnego PKB (licząc też składki na ubezpieczenia społeczne) przy ponad 40% średniej unijnej. Czyli oficjalne ociążenie podatkowe w UE jest wyższe średnio o ok. 1/4. A Polska znacząco zaniża średnią. Licząc z szarą strefą podatki w Polsce to tylko jakieś 27% PKB. Szarą strefę która nie jest pokazana na poniższym wykresie też mamy wysoką. Średnia szarej strefy w 2013r. w UE to szacunkowo(mocno kontrowersyjne) dodatkowe 18,4% PKB a Polsce szara strefa daje dodatkowe 23,8%. W Polsce jednocześnie rośnie dług publiczny. Przez dług publiczny Grecja stała się zakładnikiem rynków finansowych, w Polsce kiedyś będzie tak samo.



Za większą równowagą geopolityczną.

Mainstream media z okazji konfliktu na linii Ukraina-Rosja mają zwyczaj demonizować stronę Rosyjską. Panująca powszechnie nagonka na Rosję a jednocześnie anielizowanie zachodu mają jednak ukryte podłoże. Jest nią walka o nowe wpływy, o władzę ale nie tyle ze strony Rosji, co zachodu.
Zimna wojna nigdy się nie skończyła blok zachodni ciągle walczy z wschodnim. Granice jednak nie są już tak czytelne jak kiedyś. ZSRR się rozpadło, Polacy "robią laskę Amerykanom", jesteśmy murzyńscy (zniewoleni).

Największym wygranym II Wojny Światowej było USA. Zniszczona Europa nie mogła tak dobrze konkurować z Stanami, każdy nowy rok wojny był dla Stanów błogosławieństwem. Po wojnie funt brytyjski stracił status waluty rezerwowej na rzecz amerykańskiego dolara, co jest do dziś największym atutem amerykańskiej gospodarki. Stało się tak gdyż USA za pomoc w wojnie żądało złota, które potem ukryto w ilości jednej uncji za 35 dolarami. W 1971 premier Francji Charles de Gaulle zażądał złota a nie dolarów, ponieważ Stany oszukiwały i dolarów było więcej niż należnego za nie złota, co czyniło złoto więcej warte. 15 sierpnia 1971 rząd USA ogłosił niewypłacalność, czyli koniec tzw. układu Bretton Woods. Parytet złota został jednak zastąpiony przez ropę. W wyniku różnych nacisków i umów za ropę można było płacić jedynie w dolarach. Dolar został ocalony jako rezerwowa waluta.

Irak pod koniec roku 2000 ogłosił, że nie będzie już sprzedawał ropy za dolary ale za euro. 11 września 2001 rząd USA zamordował ok 3tys. swoich obywateli, o co oskarżono terrorystów. A w zasadzie to zasługa  amerykańskich plutokratów, bo przecież politycy USA to w większości figuranci, rząd ma co najwyżej władze wykonawczą. Amerykanie posiadali systemy ochrony powietrznej(NORAD) zdolne przechwycić albo zestrzelić samoloty lecące w zakazanej strefie. Żaden nie zadziałał pomimo, że Pentagon jako miejsce strategiczne był pod szczególną ochroną. Istnieje filmik na którym wyraźnie widać jak w Pentagon uderza pocisk, nie ma za to żadnego zdjęcia przedstawiającego wrak samolotu pod Pentagonem, jedynie parę szczątek, które można było przywieźć furgonetką.

Leszek Kołakowski "ODPOWIEDZIALNOŚĆ"

Przedmiotem tego krótkiego wykładu jest odpowiedzialność. W języku codziennym słowa tego używamy w kilku znaczeniach, spokrewnionych ze sobą, lecz nie identycznych. Mówimy, na przykład, o odpowiedzialności w sensie technicznym lub prawnym, gdy chodzi nam o podział pracy: w tym znaczeniu być odpowiedzialnym to pełnić pewną przyznaną nam rolę, mieć pieczę nad jakimś zadaniem lub organizacją. Odpowiedzialność w tym sensie zawiera w sobie pojęcie obowiązku, lecz niekoniecznie moralnego: można być odpowiedzialnym za statek, za maszynę, za fabrykę, za państwo, za innego człowieka, za przygotowanie aktu terrorystycznego itp. Czasami być odpowiedzialnym to tyle, co być sprawcą pewnego czynu lub zdarzenia, choć prawdą jest, że w języku potocznym mamy skłonność do używania tego słowa w odniesieniu do czynów niszczycielskich, o skutkach niepożądanych: mówimy, że ktoś jest odpowiedzialny za katastrofę samolotu lub za wypadek śmiertelny, nie powiedzielibyśmy jednak, że astronom jest odpowiedzialny za odkrycie nieznanej dotąd galaktyki, albo malarz za stworzenie pięknego obrazu.

Odpowiedzialność w sensie, o jaki tutaj głównie mi chodzi, zakłada nie tylko, że ktoś jest sprawcą jakiegoś czynu (co jest tylko opisem empirycznym), lecz także, że jest winny - winny w sensie moralnym, nie prawnym. Różnica ta staje się jasna, gdy pomyślimy, że ludzie czasem z powodów moralnych popełniają czyny, które są prawnie karalne i odwrotnie: często czują się winni za czyny, które są prawnie bezkarne.

To wszystko jest oczywiście banalne, i nie chciałbym wdawać się w rozwlekłe pojęciowe rozróżnienia. Jeśli o odpowiedzialności mówię, to dlatego, że jest to temat, w którym streszcza się i objawia wielka choroba naszej cywilizacji - choroba być może jeszcze nie śmiertelna, lecz niezwykle niepokojąca.

O prawdzie


Z powodu tak zwanego "paradoksu kłamcy" zaczęto powątpiewać w istnienie prawdy. Prawdy rozumianej jako zgodność treści zdań oznajmujących z rzeczywistym stanem rzeczy. Założenia oryginalnego paradoksu kłamcy są takie: istnieją ludzie którzy zawsze kłamią a mimo to są wstanie świadomie powiedzieć, że kłamią. Jeśli nie dopuszczamy myśli, że sprzeczności zachodzą w świecie to nie mamy podstaw by uznać paradoks. Sprzeczności pozbywamy się po prostu nie uznając założeń paradoksu. Tacy ludzie istnieć nie mogą, nawet jeśliby istnieli tacy co zawsze kłamią, to nie mogliby świadomie powiedzieć, że kłamią. Opcja, że istnieją ludzie którzy zawsze kłamią a mimo to są wstanie świadomie powiedzieć, że kłamią nie wchodzi w grę.

Inaczej to wygląda w przypadku paradoksu dotyczącego treści zdań. Przyjmując, że treści zdań oznajmujących są nośnikiem prawdy i czytając takie zdanie "Treść tego zdania jest fałszywa"  nie jesteśmy w stanie odeprzeć myśli, że sprzeczności zachodzą w świecie. Z tego powodu można zacząć powątpiewać w istnienie wspomnianej wyżej prawdy. Nie ma w tym niczego złego, zgadzam się z tym tokiem rozumowania. Nie podoba mi się jednak pomysł by prawda jako zgodność z rzeczywistością nie istniała w ogóle, natomiast inne teorie prawdy są nieciekawe, bo czemu miałoby mnie cokolwiek obchodzić jeśli nie ma prawdy w klasycznym sensie? Nie istnieje nic takiego jak prawda jako zgodność treści zdań z rzeczywistością, dlatego, że zdania tak naprawdę nie mają własnych treści, są jedynie przypisami do myśli. Ale istnieje coś takiego jak prawda jako zgodność treści sądów czy mniemań z rzeczywistością.

Co w takim razie z analogicznym paradoksem dotyczącym treści sądów/mniemań? Założenia takiego paradoksu są takie: treści sądów/mniemań są nośnikiem prawdy i istnieją samoodnoszące się treści sądów/mniemań które brzmią "Ta treść sądu/mniemania jest fałszywa". Taka treść ma tyle sensu co treść "Jestem fałszem". Jeśli nie dopuszczamy myśli, że sprzeczności zachodzą w świecie to nie mamy podstaw by uznać paradoks. Sprzeczności pozbywamy się po prostu nie uznając założeń paradoksu. Albo takie treści istnieć nie mogą, nie można tak naprawdę pomyśleć "Jestem fałszem", można najwyżej bezmyślnie wyartykułować w myślach "Jestem fałszem", albo treści sądów/mniemań nie są nośnikiem prawdy, albo obie te alternatywy zachodzą naraz. Z zupełnie niezrozumiałego dla mnie powodu odrzuca się powszechnie pierwszą alternatywę. Tymczasem można przypuszczać, że mechanizmy produkujące treści które miałyby odnosić się w 100% do siebie, czyli były zupełne, musiałyby zawierać same siebie i jeszcze odniesienie, czyli były sprzeczne. Inaczej ujmując musiałyby być bardziej skomplikowane niż mogą. Z tego samego powodu upada pomysł demona Laplace'a.

Cały problem z prawdą może więc leżeć co najwyżej w tym ile mamy "zgodności".

Ukryte mechanizmy plutokracji

W tym tekście przedstawię niektóre ukryte, przed szaraczkami, mechanizmy wykorzystywania/okradania świata, przez amerykańskich plutokratów.

Emitowanie waluty rezerwowej przez Stany daje im wiele ekonomicznych korzyści. Taka waluta jest uznawana za bezpieczną, zatem w razie zawirowań na świecie, szczególnie rośnie na nią popyt. Jak wiadomo posiadanie waluty jest jednym ze sposobów posiadania bogactwa, a nim posiadana waluta wartościowsza tym większe bogactwo. Na dolara amerykańskiego mówi się nieraz "petrodolar", dlatego, że większość sprzedawanej dziś ropy jest denominowana w dolarach, a to znaczy, że aby zakupić ropę musimy nabyć wcześniej dolary. Nim ropa droższa tym więcej musimy nabywać dolarów, popyt na nie rośnie, dolary stają się cenniejsze, co jest czynnikiem deflacyjnym.

Tyle, że dolary jakoś nie zyskują na wartości, deflacja nie występuje. Czy to tylko, dlatego, że i towary są więcej warte? Oczywiście, że nie. Dzieje się tak gdyż i dolarów jest coraz więcej, dziś nie są już nawet drukowane, a dopisywane w systemach bankowych, oczywiście na kontach państwowych. Dolar stanowi prawie 70% światowych rezerw walutowych. Mimo to rośnie deficyt budżetowy, ponieważ budżet Ameryki słynie z niskich wpływów podatkowych(24% PKB przy średniej 34% w krajach OECD, dane za 2012r.). I właśnie w ten niezauważalny sposób okradany jest cały świat. Świat, który jest zmuszony kupować dolary, które potem nie tylko nie zyskują na wartości, ale wręcz tracą. Stany nie ściągają podatków od swoich obywateli tylko tzw. podatek inflacyjny z całego świata.

Z serii: mądrości à la Paulo Coelho.

 
Nie kochamy innych najczęściej nie dlatego, że nie chcemy, ale dlatego, że nie umiemy. Nie czując się kochani, nie jesteśmy w stanie kochać. Ponieważ nie doświadczyliśmy poczucia bezpieczeństwa, nie umiemy go dawać innym. Ponieważ nie byliśmy wysłuchani, nie umiemy słuchać.

Bo jak człowiek zgłodniały może nakarmić głodnego? Jak kloszard jest w stanie zaprosić innego bezdomnego pod swój dach? Jak może mu powiedzieć: "Chodź do mojego domu", jeżeli go nie posiada? Jak człowiek spragniony miłości zaspokoi pragnienie miłości swego bliźniego? Jak zgłodniały miłości mąż będzie w stanie okazać ją swojej żonie, a spragnieni miłości rodzice będą w stanie dać ją swoim dzieciom?

Zbiór moich ulubionych rysunków Jerzego Wasiukiewicza

Najulubieńszy jako pierwszy.

Chyba już gdzieś, kiedyś słyszałem coś podobnego ...hmmmmmmmm czy to nie było przypadkiem na religii???

Filmik odczytuję raczej kluczem antyklerykalnym, niż antyreligijnym, ewentualnie antybigotycznie.

Owczy pęd

Bodajże najbardziej znanym eksperymentem socjologicznym jest ten przeprowadzony przez Gordona. R. Stephensona. Stephenson umieścił w klatce 5 małp oraz drabinę z bananami na jej szczycie. Gdy jedna małpa udawała się po drabinie, aby zabrać banany, został włączany zimny prysznic, który oblewał wszystkie pozostałe małpy. Małpy nie były zadowolone z takiego obrotu sprawy i po pewnym czasie zaczęły bić każdego z swoich towarzyszy, który udawał się po banany. W końcu zabrakło chętnych na banany.
Stephenson postanowił zamienić jedną małpę na nową. Biedny żółtodziób nie wiedząc o niczym wybierał się parę razy po deser, oczywiście obrywając za każdym razem od starszych stażem. Nowy pozostał nieświadomy prawdziwego powodu łomotu jaki dostawał. Gdy podmieniono następną małpę okazało się, że obrywa od wszystkich. Zarówno od tych co wiedzą dlaczego ją leją, jak i od tej która obrywała przed chwilą. W końcu podmieniono wszystkie małpy tak, że żadna nigdy nie padła ofiarą zimnego prysznica, mimo to każda z małp biła tą która zbliżała się po banany. 

Morał tej bajki jest krótki i niektórym znany, ludzie to głupie barany.



Tanie państwo okazało się mitem, fałszem, oszustwem!

Od końca PRL-u biurwokracja rządowa (jest jeszcze samorządowa i różni "żołnierze biurowi" itp.) wzrosła z 160tyś. o co najmniej 270tyś. ludzi, mimo komputeryzacji! Za karierowicza Tuska o 50tyś. "Wojsko Polskie z roku na rok staje się coraz słabsze i papierowe - mamy blisko 23 tys. oficerów, 41 tys. podoficerów i tylko 33 tys. szeregowych! Nasze 90-tysięczne wojsko ma więcej generałów w służbie czynnej od armii II Rzeczpospolitej Polskiej, choć wówczas dywizji było 10 razy więcej niż obecnie. W większości jednostek nie jest obsadzone nawet 40% etatów szeregowych, ale za to wszystkie oficerskie i podoficerskie." Wg. Dziennika Gazety Prawnej nawet 70-80% całej armii (pomijając rezerwy), to "żołnierze biurowi", czyli urzędnicy w mundurach. Średniej płaca w wojsku to 3496zł netto. Można odejść na emeryturę po 15 latach, studia wojskowe liczą się jako praca. A żołnierze to tylko wyszkolona i opłacona rezerwa. Ja też jestem rezerwistą ale bez pensji i wyszkolenia. W razie wojny jestem mięsem armatnim.


https://www.facebook.com/1698701367020695/photos

http://www.wynagrodzenia.pl/artykul.php/wpis.3029

O brzytwie Ockhama

"W XVII wieku brzytwa Ockhama została oddzielona od swego średniowiecznego kontekstu i jako zasada ekonomii myślenia stała się podstawą nowożytnej metodologii nauki. Zgodnie z tym ujęciem nie należy wprowadzać nowych pojęć i założeń, jeśli nie ma się ku temu mocnych podstaw, a najprostsze rozwiązania teoretyczne, przyjmujące najmniejszą liczbę założeń, uważane są za najlepsze." Tyle Wikipedia.

W praktyce brzytwa Ockhama polega na tym, że wybieramy najprostszą hipotezę z hipotez równie racjonalnych. Tzn. że za jeszcze bardziej racjonalne traktujemy te prostsze hipotezy. Dajmy na to, że mamy dwie hipotezy. Obie uważamy za równie racjonalne, po czym dowiadujemy się, że pierwsza jest prostsza, ponieważ "nie należy mnożyć bytów ponad potrzebę", zaczynamy uważać ją za racjonalniejszą.

Moim zdaniem zasada ekonomii myślenia jako generalizacja to szkodliwy mem. Ciągle zastanawiam się czemu funkcjonuje w teoretycznej metodologii nauki. Myślę, że inteligenci pod względem złożoności traktują hipotezy jak liczby naturalne, a przecież nieważne o jak dużej liczbie naturalnej pomyślimy zawsze można pomyśleć o nieskończenie większej i nigdy nie można myśleć o nieskończenie mniejszej. Tyle, że można jednak myśleć o większych i mniejszych (wyłączając liczbę "dwa"). Skąd więc pomysł, że świat jest raczej prosty niż złożony?

Niektórzy ludzie nie dzielą poglądu, według którego świat spoczywa na żółwiu, a żółw na słoniu, a słoń na wielorybie. Nie dzielą go dlatego, że  kierują się ekonomią myślenia, a nie dlatego, że uznają go za nic więcej, jak niczym niepoparte fantazjowanie.

Ci sami ludzie nie dzielą niezwykle prostego poglądu według którego nie ma przyszłości ani przeszłości, ani innych podmiotów i przedmiotów, a istnieje tylko myśl teraźniejsza, tylko teraźniejsze przeżycie psychiczne z błędnym wrażeniem o przeszłości, o naszej skomplikowanej historii, jakby z jakiegoś snu. A w śnie nawet największa niekompatybilność potrafi nie wzbudzić w nas najmniejszej konsternacji. Nie dzielą go dlatego, że  uznają go za nic więcej, jak niczym niepoparte fantazjowanie. Ale nie dlatego, że kierują się ekonomią myślenia. Patrz też: Paradoks Mózgu Boltzmanna.


Na koniec cytat z klasyka "Wszystko należy tłumaczyć tak prosto jak tylko można, ale nie bardziej." Tzn. nic więcej, nic mniej jak tłumaczyć zgodnie z prawdą. Niektórzy o tym zapominają, niestety.

Ciekawe???

BTW Amerykanie którzy wymordowali tysiące ludzi w Hiroszimie i Nagasaki to socjopaci którzy zdecydowali się zademonstrować siłę na żywych ludziach a nie na odludziu.

Kwestia inteligencji

Jedną z filozofii umysłu jest funkcjonalizm. Funkcjonalizm stwierdza, że w systemie pełniącym pewne funkcje istnieją qualia adekwatne do tych funkcji i dzieje się tak z racji owych funkcji. Np. jeśli komputer posługuje się chińskim językiem to ma poczucie rozumienia(potocznie zwanym po prostu "rozumieniem") chińskiego albo przynajmniej poczucie posługiwania się nim. Jeśli pięść uderza w nos to ma tego świadomość, pięść nie nos! Przepraszam wszystkich funkcjonalistów, ale nie mogę się powstrzymać, funkcjonalizm zawsze mnie śmieszył, co wcale nie znaczy, że jest błędny. Kiedy zaczęto sobie tak pokpiwać, funkcjonaliści zaraz dodali, że system musi być odpowiednio skomplikowany. Tak oto to nos wraz z pięścią razem zaczęły być świadome tego, co robią.

Nie ma po swojej stronie żadnych przekonujących argumentów, ale nie ma też przekonujących argumentów go obalających. Nie da się go obalić (ale np. wiedzy też, ponieważ jest właśnie wiedzą) bo o świecie można powiedzieć, iż w całości składa się z funkcji. Wszędzie coś się dzieje/funkcjonuje. Po prostu dziać się to synonim do funkcjonować. Taki funkcjonalista wszędzie znajdzie swoją funkcję i w razie potrzeby będzie żonglował ato skomplikowaniem systemu ato czymś tam.

Jeśli więc nie dałoby się zaprogramować świadomości a ta ma jakiś związek z ludzką inteligencją, to czy SI może działać równie dobrze? Może działać tak dobrze jak dobrze mogą działać modele pogodowe. Ale ani modele pogodowe ani Si nie odwzorują dokładnie tego, co się dzieje realnie(nigdzie się nie pojawia ani świadomość ani deszcz). Ludzie też myśląc np. o pogodzie jej nie materializują.

Co zatem z inteligencją? Czy istotny jest jakiś magiczny pierwiastek niczym z filmu "2001: Odyseja kosmiczna"? Przynajmniej, jeśli chodzi o tą sztuczną to raczej nie. Myślę, że SI mimo braku świadomości, mogą funkcjonować względnie dobrze (SI będzie mogła przejść test Turinga gdzie sędziami byli by specjaliści a ocenie podlegałaby cała "praca umysłowa" maszyn). Oczywiście stworzenie wysoko rozwiniętej inteligencji jest bardzo skomplikowane, każdy element musi być odpowiednio zaprogramowany. Także zanim maszyny zaczną żyć własnym życiem upłynie jeszcze wiele wody w Wiśle. Ponieważ jednak symulacje komputerowe nie mogą oddać pełnej rzeczywistości(patrz akapit wyżej) niewykluczone, że żadnej inteligencji dorównującej ludziom nie będzie z powodów fundamentalnych.

Przy okazji tego wątku, muszę podzielić się jednak pewną obawą. O ile maszyn żyjących własnym życiem nie ujrzymy ani my ani nasi wnukowie, tak potworki jak z filmiku (tylko, że sprawnie działające) już tak.
A takie potworki będą całkowicie posłuszne, nie zdezerterują na polu bitwy, nie zbuntują się jak to mogą zrobić ludzie. Obawiam się czy czasem niedługo nie będziemy mieszkać w państwie typu Korei Północnej.

Debiut

Z okazji pisania bloga pomyślałem, że zamiast umieszczać czyjeś sety, stworzę własny. Muszę przyznać, że to trudniejsze niż myślałem. Także w przyszłości jakby co wrócę do pierwotnej formuły. A oto tracklista:

1.The Beloved & Nathan Fake - Sweet Harmony (Kosmas Epsilon remix)
2.Basic Perspective - Under The Influence (Original MIX)
3.Paul Nova - Cordoba (Makena Deepest Mix)
4.Out Of The Past - Mystery (Fred Baker vs Vincent Gorczak Remix)
5.M.I.K.E. - Turn Out The Lights (Original Version)
6.Lessov - Ever After (Original Mix)
7.Smoothiesforme - Forbidden (Stereopole Remix)
8.Sharam Jey - Here I Come (Original Mix)
9.Chris Isaak - Wicked Game (Adriatique & Thyladomid Edit)
10.Ralphie B - Icarus (Chill Out Version)